V-day's here

No i nadeszło kolejne kontrowersyjne "święto". Walentynki. Przez jednych uwielbiane, przez innych znienawidzone. Nie trzeba chyba wyjaśniać, że to zazwyczaj wśród osób samotnych dzień ten wzbudza pogardę. W sumie nie ma co się dziwić, na każdym kroku obściskująca się para, toż to można oszaleć. Osobiście miałam zawsze raczej neutralne podejście. Niby pojawiła się jakaś pogarda dla nadmiernej komercjalizacji, ale z drugiej strony miło by było spędzić kilka dobrych chwil z drugą połówką. Wiadomo, do tego nie potrzeba specjalnego dnia, ale czasami potrzeba lekkiego pchnięcia, żeby oderwać się od codzienności.

Właściwie to były to pierwsze walentynki, które miałam przyjemność spędzić z chłopakiem, którego całkowicie i w zupełności kocham. Nadal jeszcze wprawia mnie w zdumienie, że mogłam poznać takiego wspaniałego człowieka przez aplikację. Założenie tindera było jednak najlepszą decyzją w moim życiu.

Ale nie zmieniając tematu, zdałam sobie sprawę, że wprawdzie sam zamysł jest dobry (robić coś innego, pójść na randkę do teatru (zamiast normalnego kina), wypić fancy drinki), to jednak nie ma to aż takiego znaczenia. Po prostu poleżeć w objęciu ukochanej osoby, przeglądać do nocy jutuby/kwejki, zasypiać w ramionach tej drugiej połówki, naprawdę nie wyobrażam sobie czegoś lepszego. Mogłabym całymi dniami tak leżeć i nic nie robić, dopóki on będzie przy mnie...Zaczynam brzmieć nadmiernie sentymentalnie, albo jak by powiedziała przyjaciółka: "geeeeeeeeeeej". Więc może na tym zakończę.


Komentarze

Popularne posty