Doughnuts and skinny minds
Tłusty czwartek. Zwykle dzień przez wielu oczekiwany. Dzień, w którym diety idą do kosza, w końcu jak to tak nie zjeść wtedy chociaż jednego pączka, przecież nie wypada.
Prawdą jest, że uwielbiam te słodkie, wypełnione różaną marmoladą kulki smażonego ciasta. Nie zawsze tak było(patrz moja wybredna kilkuletnia wersja samej siebie). Teraz jednak zdecydowanie jeden z moich ulubionych deserów, mogłabym jeść codziennie. I tu szok. Dzisiaj zjadałam pączka po raz pierwszy od dokładnie roku. Dlaczego? I tu pojawia się odpowiedź, która dla większości jest kompletną głupotą, a przynajmniej wybrykiem natury, tudzież snobizmu, a mianowicie WEGANIZM. Wprawdzie nie mogę nazywać siebie weganką, to byłaby obraza dla prawdziwych wegan, ale staram się. Nie zawsze wychodzi, ale chęci chyba też mają znaczenie, prawda?
W każdym bądź razie, weganizm nie jest jedynym powodem, dla którego rezygnowałam dotąd z tych i podobnych słodkości, a przynajmniej dzisiaj zdałam sobie sprawę, że to nie jedyna przyczyna. Jest jeszcze ten bezczelny głos, który siedzi w mojej głowie i każe mi przestać jeść, bo przecież lepiej nie wkładać w siebie żadnego pożywienia, żeby przypadkiem nie nazbierało się kilka zbędnych kresek więcej na wadze. Byłam przekonana, że już się wyleczyłam z tej choroby, że to już koniec. Może jestem po prostu naiwną optymistką. I właściwie ten post nie ma większego sensu, piszę tylko dlatego, żeby przyznać się, że głos nie umarł i trzeba zacząć się z nim liczyć. Znowu, ughh...
Jak pozbyć się nieproszonego i niechcianego gościa, który swoją drogą jest strasznie wkurwiający?

Komentarze
Prześlij komentarz