Overwhelming fear
Witam ponownie przypadkowy czytelniku, który akurat jakimś cudem trafił na tego bloga. Swoją drogą nie mam pojęcia, co tu właściwie robisz, no ale niech będzie...
Od dłuższego czasu byłam po prostu strasznie szczęśliwa, no a bądźmy szczerzy szczęście jest nudne. Jest cudowne, fantastyczne, najlepsze, ale równocześnie nie stanowi dobrego materiału na blog, który właściwie tylko podkreśla depresyjne etapy autorki.
Nic się właściwie nie zmieniło w sytuacji faktycznej, no ale strona mentalna...z nią jest już zupełnie inaczej. Od jakiegoś czasu pojawiają się takie etapy wszechobecnego strachu...strachu przed byciem samotną, strachu przed porzuceniem...Nie wiem skąd się to wzięło, czemu budzę się czasami w środku nocy ze łzami w oczach. Może moje spierdolone dzieciństwo, wieczne podporządkowywanie się innym, wieczne uważanie na własne słowa, bo akurat komuś mogą się one nie podobać i zostanę wykluczona. To wszystko sprawiło, że stałam się bardziej podejrzliwa. Wiem, że ludzie nie są wiecznymi oazami szczęścia, mają gorsze dni, może chcą odrobiny spokoju, milczenia....
ale w mojej głowie od razu coś jest nie tak, ktoś się obraził, ktoś nie chce mieć już ze mną nic wspólnego, ktoś się ze mną męczy, ktoś przestał mnie kochać....
I najgorsza jest świadomość tego, że to wszystko siedzi tylko w mojej głowie, a mimo to nie daje mi spokoju, przyprawia o łzy, smutek bez żadnego powodu. Po raz kolejny ujawnia się moje zepsucie. Czasami myślę, że lepiej byłoby po prostu nie istnieć.
UPDATE: Jeśli przechodzisz przez ulicę i zastanawiasz się co by było gdyby Cię po prostu potrącił samochód nadjeżdżający z przeciwną, chyba coś jest nie tak.

Komentarze
Prześlij komentarz