Bottled up

No i jestem tu już prawie 3 tygodnie. Właściwie od początku studiów nie wracałam na aż tak długi czas. Oprócz jednego załamania nerwowego byłoby wszystko w porządku, ale... Oczywiście tęskniłam za starym domem odrobinę, ale równocześnie już dawno nie czułam aż tak przytłaczającej samotności. Jakbym wpadła do głębokiej dziury i nawet nie potrafiła zobaczyć co jest poza nią. Nie sądziłam, że większość czasu będę spędzać na sprawdzaniu jak szybko on mija. Chcę już się po prostu stąd urwać, wyjechać.Tęsknię za ludźmi, za tłumem, za hałasem...

Tutaj wszystko przypomina mi tylko pustkę. Czuję się jakbym znowu wróciła do swojej starej "ja", do licealnego obrazu siebie, którego od dawna chcę się pozbyć. A przez brak hałasu też nic nie jest w stanie zagłuszyć tego głupiego głosu. Mogłabym to porównać to drugiej osoby o kompletnie odrębnym umyśle, która po prosto żeruje, jak pasożyt. A ja nie jestem w stanie się jej pozbyć, choćbym nie wiem jak bardzo chciała. Już zaczynam brzmieć jak schizofreniczka...

Czasami myślę, że może powinnam to wszystko zachować dla siebie. Ludzie mają już własne problemy, albo właśnie ich nie mają wcale (szczęściarze), po co zawracać im głowę moim pierdoleniem. W kółko to samo i to samo...

 

Komentarze

Popularne posty